Warren Winiarski a polskie wina

Warren Winiarski to człowiek, o którym z zapartym tchem słuchałam poznając fakty z jego życia i siedząc w ławce Metropolitan Collage w Denver Colorado, gdzie odbywały się wykłady International Sommelier Giuld. Z zaciekawieniem dowiadywałam się od mojej kanadyjskiej wykładowczyni DJ Kearny historii słynnego SLV  i marzyłam, by kiedyś móc spróbować tego wina i poznać owego człowieka. Jakiś czas później, gdy już pracowałam w Tajlandii dla grupy Six Senses, mój ówczesny szef Frank Grassman z wyjazdu do Napa Valley przywiózł książkę… George’a Tabora Judgment of Paris. Pożyczyłam i przeczytałam jednym tchem. Moje zaciekawienie rosło.

Judgment of Paris

Później pojawił się Bottle Shock, w którym z nadzieją szukałam nazwiska Winiarskiego, ale niestety go nie znalazłam. Jak mi później powiedział sam Warren, film był sponsorowany przez Château Montelena i  nie znalazło się w nim miejsce na Stag’s Leap. Szkoda. Co kilka lat nazwisko Warrena falami wracało, stając mi przed oczami, aż w końcu w zeszłym roku, dzięki magazynowi Czas Wina moje marzenie się spełniło. Nie tylko udało mi się spotkać  Warrena Winiarskiego, ale zostałam poproszona o pełnienie funkcji jego osobistego tłumacza. Czy można było życzyć sobie więcej? Myślałam, że nie, lecz czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka. W dniu, kiedy Warren Winiarski przyjechał do Polski i odwiedził Winnicę Wieliczka, ja właśnie rozpoczęłam staż w tej samej winnicy z myślą o  przygotowaniu do egzaminów w Instytucie Masters of Wine. Kiedy podjechał samochód, wysiadł z niego drobny, uśmiechnięty mężczyzna o zaciekawionym spojrzeniu.

Człowiek Roku Magazynu Czas Wina

Warren widział w życiu wiele winnic, ale ta była dla niego wyjątkowa: była to winnica polska. Jak się okazało, Warren Winiarski ma niezwykły sentyment do Polski. Jego rodzice stąd pochodzili, ale wyemigrowali do Chicago. W domu Winiarskiego nie tylko mówiono po polsku, utrzymywano również polskie tradycje.  Warren Winiarski przyjechał do Polski na zaproszenie magazynu Czas Wina, aby odebrać nagrodę Człowieka Roku przyznawaną corocznie przez ten magazyn. Podróż Warrena do Polski nie była jednak tylko podróżą motywowaną odbiorem nagrody. Była to dla niego również podróż sentymentalna. Przyjechał w wyjątkowo trudnym dla siebie czasie. W czasie, kiedy winnice w Kalifornii pożerał ogień. Ta klęska dotknęła go osobiście. Budynki, część wyposażenia i maszyn w jego winnicy Arkadia w Napa Valley spłonęły, a ona sam musiał ewakuować z domu żonę Barbarę. Mimo tego zdecydował się przyjechać, choć z oczywistych względów skrócił swoją wizytę rezygnując z odwiedzin winnic w województwie lubuskim.

Napa Fire

Jak mi powiedział podczas naszego styczniowego spotkania w Napa Valley, planuje jeszcze nadrobić swoje zaległości i wybrać się na zachód Polski i to w nieodległym czasie. Winnica Wieliczka to jedyna winnica, którą udało mu się odwiedzić podczas swojego pobytu w Polsce. Jako zaskakujący odebrałam wielki entuzjazm Warrena i jego duże zaciekawienie uprawą winorośli w Polsce.   


Zadawał Agnieszce Wyrobek liczne pytania o rodzaj gleby, klony winorośli, środki ochrony roślin i sposoby adaptacji winorośli do chłodnych warunków klimatycznych. Obserwując trzy pierwsze rzędy winorośli, które Winnica Wieliczka planuje wyciąć, szukał w głowie rozwiązań mogących pomóc uratować te kilka rzędów. Porównał warunki uprawy w Polsce do tych panujących w Kolorado, gdzie pracował przez pewien czas. Przekonywał również, że w polskich warunkach klimatycznych bardzo dobrze mógłby sprawdzić się cabernet franc. Podczas degustacji win z Winnicy Wieliczka Warren zwrócił szczególną uwagę na merlota, którego wspominał jeszcze kilkukrotnie w swoich wystąpieniach przez dwa następne dni. Pozytywnie skomentował zarówno dojrzałość owoców w momencie zbiorów, jak i brak zielonych aromatów (pirazyn), których Agnieszce Wyrobek udało się uniknąć, mimo ryzyka związanego z chłodnym klimatem. Podkreślał też, że lekkość i struktura rzeczonego merlota wynika z uprawy na dalekiej północnej szerokości geograficznej, co jednoznacznie zakwalifikował jako zaletę tego wina. Kolejnym winem, które Warren skomplementował, było rosé, uznane przez niego za harmonijne, i mimo wyższej zawartości cukru resztkowego, zachowujące świeżość i delikatność aromatów owocowych. Pochwalił również samą Agnieszkę, za doskonale podjętą decyzję dotyczącą czasu zakończenia fermentacji. Był to moment, który pozwolił utrzymać intensywność świeżego owocu w połączeniu z soczystą kwasowością.


Bardzo  zaskoczył mnie sposób bycia Warrena, który można krótko nazwać stoickim spokojem. Wytłumaczył to podczas swego filozoficznego wykładu, który wygłosił tego samego dnia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zafascynowało mnie jego podejście do absolutnego piękna i tworzenia najlepszego wina w perspektywie zgody z naturą, w którym nie ma miejsca na przerysowanie alkoholem i beczką. Wino, według Winiarskiego, ma uosabiać harmonię baleriny: piękno równowagi i wdzięku. „Dzisiejszym winom, szczególnie z Kalifornii, brakuje tej harmonii. Często mają zbyt wysoki poziom alkoholu i to zaburza ich piękno, powoduje że wino nie jest skończenie piękne”  – mówi Warren. Na koniec naszej rozmowy Winiarski podzielił się ze mną serdeczną radą. Powiedział mi, że polscy winiarze muszą znaleźć swój własny styl, który ma odróżniać ich od reszty świata. Styl ten musi opierać się na wspomnianej wcześniej harmonii i koniecznie powinien wskazywać na nietuzinkowe miejsce pochodzenie wina – Winiarski jest przekonany, że Polska ma duży potencjał, aby z sukcesem zaistnieć na łamach światowego winiarstwa – musi tylko stworzyć swój kod, za pomocą którego temu światu się w całej okazałości ukaże.

Autor: MBV, artykuł opublikowany wcześniej w magazynie Czas Wina www.czaswina.pl