Co ty możesz wiedzieć o winie?

“Ten, kto umie degustować wino, już nigdy więcej go nie pije, ale odkrywa jego sekrety”.

 

Co ty możesz wiedzieć o winie? Od takiego pytania rozpoczęła swoją sommelierską karierę Isabelle Le Balpe. Kiedy po raz pierwszy degustowała Condrieu i opsiywała jego walory smakowe – pewien mężczyzna – bo w owych czas głównie mężczyźni zajmowali się winami – zapytał ją: co Ty możesz wiedzieć o winie będąc kobietą? W związku z tym, że Isabelle jest kobietą czynu, postanowiła udowodnić, że kobieta może zostać wyjątkowym sommelierem.

 

Zaczęła więc od edukacji. Najpierw ukończyła szkołę hotelarską o kierunku sommelierskim, a po jej ukończeniu zaczęła pracę jako sommelier we Francji. Jednak jej serce po pierwszej podróży do Włoch zamieszkało w słonecznej Italii i po kilku latach Isabelle z Francji przeniosła się do Rzymu. Tam też zdobyła dyplom sommelierski. Dziś Isabelle le Balpe jest  członkinią Fondazione Italiana Sommelier oraz Ambasadorką Stowarzyszenia Sommelierów Europejskich ASE we Włoszech. W 2010 roku brała udział w półfinale Worldwide Sommelier Assotiation. Isabelle przyjechała do Polski na zaproszenie Stowarzyszenia Kobiety i Wino, by podczas Wielkiej Degustacji Win Francuskich w Pałacu pod Baranami poprowadzić masterclass z klasycznych apelacji Południowej Doliny Rodanu Lirac i Tavel na przykładzie win z Domaine Maby. Jej żywa osobowość i łatwość opowiadania o winie szybko zaciekawiła wszystkich uczestników degustacji.  Uzbrojona we własną spluwaczkę z kubełka po oliwie, dzieliła się z uczestnikami swoimi winiarskimi spostrzeżeniami. Szczególną pasją Isabelle jest łączenie wina z potrawami, stąd też każde wino obrazowała jego idealnymi połączeniami kulinarnymi.


We Włoszech Isabelle pracuje nie tylko jako sommelier, ale również rozwija pasję do enoturystyki organizując szkolenia i studyjne wizyty w winnicach w Toskani i w Umbrii. Zapytana o najciekawsze sytuacje w jej sommelierskim życiu, Isabelle opowiedziała historię o kliencie, który zamówił 2003 Chassagne-Montrachet, było to w 2009 roku.  Przy jego otwieraniu pękła szyjka butelki jednak klient, który zamawiał wino nie poprosił o kolejną butelkę co byłoby dużym kosztem dla restauracji, ale skorzystał z sugestii Isabelle, która przelała wino do karafki przez sitko chińskie. Klient było zadowolony zarówno ze swojego wyboru, jak i z pomocy sommeliera.

Natomiast najciekawszym winem degustowanym przez Isabelle była Marsala z 1901:  skoncentrowana o intensywnym aromacie, ale nadal pełna życia, mimo swego wieku. Miała też okazję zdegustować kultowe wino La Tâche z Domaine de la Romanée-Conti  w nietypowej oprawie: kiedy pracowała w restauracji, której szef kuchni używał do jednej ze swoich flagowych potraw właśnie La Tâche. Ilość,  której używał do potrawy była niewielka, ale zadziwiającym było to, że mimo oczywistego utlenienia, wino  otwarte od ośmiu miesięcy nadal okazywało skoncentrowaną owocowość i nadal zachwycało – mówi Isabelle.

 

Jednym z największych marzeń pani le Balpe jest to, by ludzie nie patrzyli na wino tylko jak na napój alkoholowy, ale by nauczyli się czytać przekaz, jaki wino ze sobą niesie i z uśmiechem na koniec wywiadu zacytowała Salvadora Dali “ten, kto umie degustować wino, już nigdy więcej go nie pije, ale odkrywa jego sekrety”.

Wino dla bystrzaków

„Wino dla bystrzaków”

 

„Wino dla bystrzaków” – pod takim polskim tytułem kryje się jedna z najbardziej popularnych książek z wiedzy o winie wydanych w USA. „Wine for dummies” (tytuł w oryginale) zostało napisane przez dwóch autorów. Jedną z autorek jest Master of Wine Mary Ewing Mulligan, a współautorem jest jej mąż, Ed McCarthy. Mary to pierwsza Amerykanka, która zdobyła tytuł Master of Wine, ale to nie jedyna dziedzina, w której Ewing-Mulligan stała się pierwszą.  Po ukończeniu studiów zaczęła pracować dla wydziału marketingu rządu włoskiego w Filadelfii promując włoskie wina na rynku amerykańskim. Włoskie winiarstwo stało się dla Mary „bakcylem”, który sprowadził ją na winiarska ścieżkę. Później poszerzała swoje horyzonty winiarskie pracując dla Pepsico Wine & Spirits miedzy innymi przy promocji win z Bordeaux i Prosecco. Kiedy zaczęła promować Prosecco, na rynku amerykańskim niewiele osób jeszcze o nim słyszało i choć wtedy nie odniosło ono jeszcze dzisiejszego sukcesu, pracując przy jego promocji, poznała przyszłego męża i co-autora ich największego sukcesu, czyli „Wina dla bystrzaków” . Tutaj też okazało się, że Mary do końca nie lubi swojej pracy, a w szczególności jej handlowego aspektu. Postanawia zmienić bieg swojej kariery. W 1984 roku rozpoczyna pracę dla International Wine Center (IWC) – szkoły wiedzy o winie w Nowym Jorku, dziś jednej z najbardziej prestiżowych szkół w USA. Po dwóch latach  kupuje połowę udziałów od założyciela IWC Alberta L. Hotchkina stając się współwłaścicielem i dyrektorem zarządzającym szkoły, a w 1997 nabywa resztę udziałów.

W 1988 londyński Instytut Masters of Wine ogłosił, że przyjmuje aplikacje spoza Wielkiej Brytanii. I był to rok, w którym Ewing-Mulligan złożyła podanie na te prestiżowe studia. Po kilku próbach zdania wymagającego egzaminu, w 1993 Ewin-Mulligan została pierwszą Amerykanką z tytułem Master of Wine. W tym okresie również jako pierwsza w USA wprowadziła kursy londyńskiej szkoły Wine and Spirit Education Trust na terenie Stanów Zjednoczonych. Wszystko to działo się jeszcze przed erą internetu, a informację o programie WSET przekazywane były z ust do ust. Jak się wtedy szeptało, certyfikat ten oznaczał „złoty standard” jeśli chodzi o wiedzę o winie w Europie, szczególnie w branży gastronomicznej. Jak przystało na wizjonerkę, którą już się okazała, Ewan-Mulligan postanowiła, że owy „standard” warto wprowadzić na chłonny amerykański rynek. Trzy lata po wprowadzeniu programu, porzuciła pozostałe szkolenia, które prowadziła i skupiła się wyłącznie na rozwoju WSET w USA. W 2003 roku Mary została dyrektorem programu edukacyjnego WSET w USA pomagając firmom amerykańskim rozwijać program w większości stanów. Dziś Mary mówi: „z radością obserwuję, że większość firm importerskich wprowadza WSET jako edukacyjny standard”. W ostatnich latach jej szkoła, również jako pierwsza, otrzymała licencję na nauczanie od Departamentu Edukacji  stanu Nowego Jorku. „To był niesłychanie trudny proces – mówi Ewing-Mulligan – ale bardzo się cieszę, że osiągnęłam swój cel, gdyż daje to mojej szkole jeszcze większy prestiż.”

 

Zapytana o to, jaką nową jakość  wprowadziła do jej życia książka „Wine for dummies”, Mary mówi, że zwyczajnie skomplikowała jej życie. Z jednej strony wielu ludzi przeczytało książkę i zaczęło pracę w świecie winiarskim, co uważa za duży sukces. Z drugiej jednak strony, nie wszyscy uważają, że jest to wystarczająco poważna pozycja, a są to w szczególności takie osoby, ocenili książkę wyłącznie po okładce, bądź tytule. Mary mówi, że plasowanie się na poziomie wiedzy sygnowanym przez tytuł Master of Wine bardzo pomogło jej w pisaniu książki. Mając ogromną wiedzę winiarską, potrafiła odciąć się od potrzeby przelewania całej wiedzy na papier i wybrała tylko te bazowe i najbardziej istotne dla początkujących wiadomości. Książka odniosła wielki sukces  i pozwoliła Mary na chwilę „oddechu” finansowego, gdyż w tym czasie szkoła nie przynosiła dużych zysków. Dziś Ewing-Mulligan przegotowuje do druku 7-mą już edycję tej popularnej książki.

Mary jest też doradczą członkinią zarządu „Women and Wine Leadership Symposium”.  „Jestem feministką odkąd byłam nastolatką – mówi Ewin-Mulligan – dlatego dziś wspieram kobiety w świecie wina. Chcę pomagać młodym kobietom, które zaczynają pracę z winem, wspierać je swoim doświadczenie i ekspertyzą zdobytą przez wiele lat pracy.”  I ciągnie dalej: „ Lubię pracować z kobietami. Kobiety są bezpośrednie, mówią, co myślą i nie używają gierek politycznych w pracy. Kiedy stajesz się MW zaczynasz pomagać innym, którzy przechodzą przez tą samą drogę. To kolejny etap rozwoju.”

 

Zapytana, jakie ma plany na przyszłość, Ewing-Mulligan odpowiada, że prowadząc firmę całe życie była niesłychanie zajęta i nie miała wiele czasu na myślenie o przyszłości. Chciałaby mieć więcej czasu na podróże po regionach winiarskich, wrócić do Australii i odwiedzić  Gruzję, w której nigdy nie była ale najpierw musi skończyć edytowanie 7mej edycji „Wina dla bystrzaków”.

Artykuł wcześniej ukazał się w magazynie Czas Wina.

Mád about Tokaj

Sweet wines seem to be a little of the bitten path today.

We are counting calories so much that we tend to be scared of this liquid sunshine famous for centuries. For those brave ones there is a whole world of sweet to discover or rediscover, but if you think wines of Tokaj are only sweet think twice.

 

When you travel to Tokaj – Mád is the place to be. This sleepy Hungarian village turned into food and wine destination in recent years mainly to one visionary István Szepsy. I have travelled there with a group of WSET Diploma students from Weinakademie Österreich while back and that was an eye opener for all of us. I loved it so much that I have decided to revisit Tokaj with a group of students of my wine school and members of Polish Women and Wine association.

We discovered that Tokaj started to produce dry wines in answer to the international market demand. Mád has been created on volcanic soil and that is precisely what makes a difference in styles of those wines. Historical volcanic Cru sites we had a chance to visit with the creator and spiritus movement behind brining Tokaj back to world scene István Szepsy Senior say it all. Úrágya, Király (kings Hills), Betsek just to name the few best sites, produce the most structured and full bodied  white wines with depth and spicy bite when young. When aged to my surprise they bring reminiscent of best white Burgundies.

 

There are 6 Tokaj grape verities among them Furmint, Hárslevelű, Yellow Muscat and Zeta are the  most important.

Furmint has typically high acidity and in best of the sites in Mád makes the most outstanding white wines. Szepsy believes this is the most important grape variety and after working with many international grapes he came back to Furmint at last. Hárslevelű gives body and aromatic component, made as monovariety at times but used in blends most often. Yellow Muscat adds aromatic component but it is an early ripener, not always regarded by best producers for aszú wines.

 

Furmint with its high acidity quality doesn’t only make sweet and still wines. Much to my surprise they make very good sparkling wines with Furmint using traditional method. We have tasted great sparkling from Demetervin made by young winemaker Endre Demeter, a strong follower of Szepsy, in its path of striving for quality. To follow the reputation of his last name Endre produces his wines according to organic wine production and is practicing with some biodynamic preparations.

 

However the most amazing lesson on vintage variation and quality of aszú wines I got there, not once but twice, was at Disznókö.  We have tasted 15 vintages of 5, 6 puttonyos and essencia of Tokaj Disznókö commented by head winemaker László Mészáros

Vertical of Disznókö wines simply shows differences in acidity, length, and complexity coming purely from weather condition in particular year.

Later that year I got another aszú lesson there. We arrived on the one and only day when Disznókö team is compering quality of essencias and aszú berries from each parcel of the vineyard rating it 1-3 point with 1 being the best. Best rated sites will be blened into Aszu wines of the vintage. Amazing lesson I got to say.

 

So you wonder what is aszú and what puttonyos are? Aszú are berries affected by noble rot, botrytis cinerea. Puttonyos traditionally it is a basket of 20 kg aszú grapes added to the 136 liter barrel of still wine called Gönci. Aszú berries is what each winemaker is praying for each year to set in their vineyards. We have arrived precisely at this time of the year to see how aszú berries develop and to understand the magic behind sweet Tokaji wines. Our guide was the man himself István Szepsy Senior. He told us upon arrival. I have two pieces of information  for you a good and a bad. I start with a bad one – he says – there will be no aszú picking today, the good one is that I will show you how aszú berries are growing – and so he did. The weather in Tokaj in a fall of 2016 was very difficult with rain almost every day and István has postponed his harvest, as the quality of the aszú berries was not good enough for his wines. When we arrived at his most famous site Úrágya he has shown us how you pick best quality aszú grapes. He only employs women to pick aszú as they are most gentle and caring for this work. I asked if I could take a bunch of grapes with me for my students in Poland. At first he agreed but after we went to the vineyard he said they are still not good enough, but I promise you if botrytis sets well I will send it to you to Poland – he said. That there show the amount of care for quality István Szapsy has. I was stunned.

 

Szespy explained to us his search for quality and how he came to conclusion of making three styles of wine only: dry, szamorodni and 6 puttonyos aszú.

 

The difference in production of szamorodni and aszú is that you make the first one with whole bunches, some of grapes affected by noble rot and some not, as botrytis sets unevenly. Aszú is picked by hand berry by berry over several weeks depending on weather conditions, separately from each parcel.

For those who are worried about sugar there is also szamorodni dry made traditionally in oxidized style, oozing with nuttiness, and dried fruit aromas, almost sherry like in the nose. It makes fantastic aperitif.

There is polish etymology to word – szamorodni it means, “as it comes” as the wines back in XVI were bought by Poles and travel to Cracow in barrels while still fermenting – this is a definition found in Poland. Hungarians however explain it that it is made as it comes from the vineyard meaning whole bunches instead of picking berries separately – interesting difference in view from different cultures.  Remember aszú wines are always sweet however szamorodni can be sweet (édes) or dry (száraz).

 

We have also visited Tokaj Women and Wine Association (Tokaji Borbarátnők Társasága) at their headquarters in the cnetre of Mád at Demetervin winery  where we stayed over the weekend. We had a tasting of impressive selection of wines made by female winemakers in the region and met with a president of association Edit Kulcsar there.

 

It is interesting that Tokaj made its reputation on rot but on the contrary to fighting with rot you will find one biodynamic producer here.  

A female winemaker Márta Wille Baumkauff from  Pendits winery.

Her vineyards are well located midslope with southern exposure on Krakó  hill which makes biodynamic winemaking possible. She is the only one brave enough to work her land biodynamically surrounded buy rot, noble, but still a rot. Not an easy task. Pendits wines are the only wines in Hungary demeter certified. They are made in traditional a bit oxidative style and well worth a while to taste.

Her determination reminded me of one other person Alain Dejean from Domaine Rousset-Peyraguey in Sauternes who may years ago introduced me to biodynamic and made me a believer ever since.

 

Few new restaurant come to life in Mád with very exciting twist on traditional Hungarian cuisine making it even more worth a while. Percze, Gusteau and Első Mádi just to name the few. At Percze which is run by Kinga Szepsy you can find in menu beef from their own farm and mushrooms from Zempleni mountains –  fresh and local ingredients tasting absolutely great. We have paired our beef with Szepsy Úrágya wines – full body and dry – an amazing experience.

 

It is simply showing that Tokaj and especially Mád has is all the bubbles, dry still wines and the world class sweet wine in one place influenced by volcanic terroir, making the most amazing wines in the world just ready to discover. About the only thing that you will miss here is reds. It is a white madness here, and this is why I am mad about Tokaj.

 

Polskie producentki wina. Ich pasje i inspiracje

Produkcja wina w Polsce powoli odradza się i staje się co raz bardziej popularna.

Wśród rodzimych producentów rozmawiałam z trzema wyjątkowymi kobietami: Zofią Michałowską z Winnicy Zadora  z Małopolski,  Barbarą Płochocką z Winnicy Płochockich z Sandomierskiego oraz Kingą Kowalewską-Koziarską z Winnicy Kinga  z Lubuskiego, które postanowiły przerodzić pasję winiarską w zawód.

Odkrycie pasji

Każda z naszych bohaterek odkryła pasję w inny sposób: od hobby, przez rodzinne tradycje do świadomej decyzji o założeniu winnicy poprzedzonej zdobywaniem wiedzy jeszcze przed zakupem terenu pod winnicę.

„Moja przygoda z winiarstwem i winem zaczęła się w roku 2002. Na początku była to mała winnica posadzona jako hobby, odskocznia od codzienności. Ale dość szybko okazało się, że winiarstwo bardzo wciąga i jest to coś, co daje dużo satysfakcji” –  mówi Barbara Płochocka.

Edukacja kluczem do sukcesu

Nasze producentki czerpią widzę z doświadczenia zarówno winiarzy polskich, jak i zagranicznych.

Zofia Michałowska wspomina, że : „założenie winnicy i w konsekwencji produkcja win gronowych  poprzedzona została cyklem szkoleń, organizowanych przez Małopolską Agencję Rozwoju Regionalnego na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie, instytutach winiarskich na Węgrzech, w Wyższej Szkole Winiarstwa w Klosterneurburgu – Austria oraz w Universite du Vin Château De Suze – La Rousse – Francja, a także szkoleń organizowanych przez Małopolskie Forum Winne i Małopolskie Stowarzyszenie Winiarzy z udziałem specjalistów krajowych i zagranicznych. Bardzo ważny był też udział w konferencjach organizowanych przez Konsulat Republiki Austrii w Krakowie oraz Uniwersytet w Montpellier w ramach „Zakopiańskich Dni Enologii”. Kinga wspomina, że dwóch winiarzy: Lubomir Glos z Moraw i Toni Hartl z Austrii mieli szczególny wpływ na postrzeganie przez nią winnego świata.

 

Winnica Kinga

http://www.winnicakinga.pl/

Inspiracje

 

Barbara zapytana o inspiracje winiarskie mówi, że dużą motywacją dla niej są przede wszystkim zadowoleni  klienci, którzy piszą, dzwonią i przekazują swoje uwagi na temat win. „Bardzo dużą radość daje mi to, że robię to, co lubię i sama podejmuję decyzje” – mówi Barbara. Zofia Michałowska wspomina natomiast o chęci zdobywania wiedzy i utrzymywania produkcji wina na  wysokim poziomie jakości, jako jej największej inspiracji.

Natomiast Kingę  inspirują przede wszystkim ludzie: zarówno Ci, związani z winem, jak i Ci, którzy są odbiorcami jej win. Jej motywacją do działań  jest bezwarunkowa miłość do winnicy.

Plany rozwojowe

Nasze producentki zgodnie mówią o rozwoju enoturystki. Zarówno Winnica Płochockich, jak i Winnica Kinga posiadają pokoje dla turystów, natomiast w Winnicy Zadora już można skorzystać z sali degustacyjnej oraz wspaniałego miejsca piknikowego z chlebowym piecem i płytą, na której Pani Zofia przygotowuje świeżutkie proziaki. Jeżeli natomiast pojawicie się w Starej Wsi w lubuskim, koniecznie spróbujcie  winogronowych przetworów Kingi. Znajdziecie tam dżemy i soki z winogron, winogrona kiszone a nawet czy gruszki w winie. Kiszone liście z winogron, z których Kinga robi gołąbki, są wręcz fenomenalne. Wino nieodzownie łączy się z jedzeniem i wszystkie nasze producentki podkreślają, jak ważne jest odpowiednie połączenie wina i potrawy, i przekazanie tej wiedzy ich klientom.

 

 Pasje pozawiniarskie

Basia jeździ na nartach i lubi podróże, Zofia organizuje wypady w Tatry i Beskidy oraz podróże po Europie, a Kinga uwielbia malować, choć, jak mówi, ostatnio sprawniej posługuje się sekatorem niż pędzlem. Jednak wszystkie zgodnie powtarzają, że ich pasje zdominowane są przez winiarstwo.

Satysfakcja z pracy  z winem

Zapytane o to, co daje im największą satysfakcję w pracy z winem, nasze bohaterki wszystkie dochodzą do konkluzji, że to zadowolenie klienta jest najważniejsze, chociaż każda dochodzi do niego w inny sposób. Dla Zofii najważniejsze są: “przemyślane decyzje, które się sprawdzają w praktyce oraz kontakty z ludźmi, którzy z pasją godzinami rozmawiają o winiarstwie”.  Natomiast dla Basi  ważne jest “tworzenie wina, które za każdym razem jest trochę inne, czasami zaskakujące. Dużą przyjemnością są również spotkania z klientami, którzy nas odwiedzają i rozmowy o winie i przy winie.” Kinga mówi po prostu o tym, że wino nie pozwala jej popaść w rutynę.

Wina i przetwory naszych producentek dostępne są  w najlepszych restauracjach w Polsce. Opisane dziś trzy bohaterki, to nie tylko świetnie producentki wina, ale również osoby, które jak nikt inspirują do działania, edukują, a przede wszystkim krzewią i pielęgnują polskie tradycje winiarskie i gastronomiczne.

Wcześniej artykuł ukazał się w magazynie Czas Wina.

 

 

Hugh Johnson – legenda, guru, krytyk

Hugh Johnson – legenda, guru, krytyk – a za tym wszystkim kryje się po prostu ciepły, miły człowiek.
Do egzaminów sommelierskich wkuwałam jego Atlas od deski do deski. Kiedy dostałam propozycję tłumaczenia Hugh Johnsona podczas gali w Dworze Sieraków, siedziałam w Czułym Barbarzyńcy, jak zawsze przykuta do laptopa, planując przyszły wygląd stoiska Kobiety i Wino podczas targów Enoexpo. I oto nagle niespodziewanie przychodzi e-mail.

Z radością przyjęłam propozycję, choć już po chwili zastanawiałam się czy sobie poradzę –  przecież to tak ważna osoba w świecie wina – podjęcie tego wyzwania z pewnością będzie wiązało się z  pewną odpowiedzialnością. Hugh miałam poznać dzień wcześniej na degustacji win polskich. Mimo początkowych wątpliwości, szybko zdecydowałam się podjąć zadanie. Jakiś czas później jechałam już na wspomnianą degustację win polskich.  Po drodze otrzymałam całkiem nieoczekiwany telefon. „Wiesz mamy taką  prośbę : czy dzisiaj też będziesz mogła tłumaczyć Hugh?” Mój spokój nagle zniknął, przyspieszyłam, zastanawiając się czy zdążę dojechać na czas. Udało się. Po skończeniu wywiadu z Wojtkiem Bońkowskim zostaję przedstawiona Hugh Johnsonowi. Uśmiechnął się szczerze, poprosił żebym głośniej mówiła  (bo zdaje się, że ze stresu obniżyłam ton głosu) i uprzejmie mnie przywitał. Zastanawiałam się przez moment, jak rozpocząć rozmowę, ale to on błyskawicznie przejął inicjatywę i sprawił, że od razu poczułam się dobrze w jego towarzystwie.

Degustując wina polskie, Hugh dzielił ze mną swoje uwagi. Niezwykle podobały mu się etykiety z winnicy Kresy, gdyż uważa, że powinniśmy akcentować twarze – to one przykuwają uwagę. Mówiąc o winach białych, miał pewne zastrzeżenia co do skupiania się przez polskich producentów win głównie na uprawie hybryd i nie odnosił się szczególnie pozytywnie do popularnego w Polsce szczepu seyval blanc. Jego zdaniem, mamy olbrzymi potencjał w produkcji wina musującego,  co zobrazował analogicznym przykładem udanej produkcji win musujących w Wielkiej Brytanii. Winem, które najbardziej go zaciekawiło, był Regelt z Winnicy nad Jarem oraz  wino likierowe z winnicy Golesz. Wywiązała się również ciekawa dyskusja: czy promując polskie wina powinniśmy promować szczepy, czy też markę. Szczepy takie jak rondo lub regent nie mają szans na światową sławę i nigdy nie będą tak rozpoznawalne jak szczepy międzynarodowe. Zdaniem Hugh, powinniśmy się więc bardziej skupić na promowaniu marki – producenta, bądź też konkretnego wina. Ciekawym przykładem sukcesu polskiego wina o którym dyskutowaliśmy jest seria win Noole z Pałacu Mierzęcin, które stały się flagowym winem producenta i jednocześnie rozpoznawalną marką. Podsumowując, Hugh Johnson powiedział polskim winiarzom, że choć jeszcze wiele jest do zrobienia, to ma nadzieję, że w kolejnej ósmej edycji jego Wielkiego Atlasu Świata Win  pojawi się informacja o polskich winach.

Następnego dnia poznałam Judy Johnson, która w przemiły sposób nie tylko mnie przywitała, ale jednocześnie zaprosiła, bym usiadła obok niej, co dało mi ciekawą perspektywę spędzenia wieczoru . Oprócz tłumaczenia, miałam przyjemność po prostu porozmawiać z Panią i Panem Johnson.
Ponieważ wcześniej opowiadałam Judy o stowarzyszeniu Kobiety i Wino, w odpowiedzi usłyszałam od niej historię o książce Wine – A woman’s guide, którą napisała jej córka Kitty Johnson.  Z obawy przed krytyką ojca oddała książkę do druku, nie pozwalając mu jej przeczytać. Po wydrukowaniu przyniosła egzemplarz i wręczyła tacie. Hugh zostawił ją i Judy na kilka godzin, by oddać się lekturze, a one dwie siedziały w kuchni i czekały na werdykt. Po powrocie Hugh z poważną miną powiedział krótko – „ Nie jest zła”.  W ustach znanego krytyka słowa te można by uznać za nie lada pochwałę.

Wieczór obfitował w miłe niespodzianki, które co chwilę zaskakiwały Państwa Johnsonów. Film edukacyjny, który nakręcono wiele lat temu wraz z udziałem późniejszych brytyjskich gwiazd ekranu oraz samego Hugh Johnsona, wywołał łzy wzruszenia i serię miłych wspomnień zza kulisów. Film, jak się okazało, był nagrywany w salonie Państwa Johnsonów. Rozmawiając z Judy zrozumiałam, jakim  niesłychanie ważnym filarem jest ona sama w karierze zawodowej Hugh Johnosona i co musiała poświęcić, byśmy my, winomaniacy, mogli czytać, odwoływać się i cytować kultowe publikacje Hugh Johnsona. Mówi się, że za każdym mężczyzną sukcesu stoi kobieta sukcesu. Przykład państwa Johnsonów pokazuje, że słowa te mają w sobie wiele prawdy.

Artykuł ukazał się wcześniej w Czasie Wina

 

 

 

 

 

 

Kobiety w Veneto

Obydwie kryją się za legendarnymi winami regionu, choć są tak różne – wulkan energii i kobieta biznesu Marilisa Allegrini i bardziej skupiona na opiece nad gniazdem, opiekuńcza i uważna Fiorenza Quintarelli.

Łączy je stoicka postawa wobec życia i silne przekonanie, że to, co tworzą, jest prawdziwym symbolem Veneto.

Pierwszy przystanek to słynne Allegrini. Uzbrojeni w anielską cierpliwość (serpentyny na brzegach jeziora Garda dały się mocno we znaki, szczególnie potomstwu) dojechaliśmy do przepięknej Villa della Torre, gdzie w jednej z jadalni ozdobionych olbrzymim kominkiem zamówiliśmy lekki lunch z degustacją.

 

MARILISA ALLEGRINI

MARILISA ALLEGRINI

Zostawiłam na chwilę moich towarzyszy, by spotkać się z ikoną branży winiarskiej w regionie – Marilisą Allegrini. Mimo że początkowo nie chciała zajmować się winem i za namową ojca poszła do szkoły medycznej, jej miłość do ziemi sprawiła, że już w wieku 26 lat kierowała w winiarni częścią operacyjną i marketingową, zaś jej bracia częścią winiarską. Dla Marilisy najważniejsza jest edukacja młodego pokolenia. Przywiązuje szczególną uwagę do szkoleń swoich pracowników, przekazuje im filozofię Allegrini i przygotowuje ich do pracy na najwyższych pozycjach w branży. Jest przekonana, że stażyści w przyszłości będą pracować na wpływowych pozycjach we włoskim biznesie winiarskim. Marilisa jest również członkinią European Advisory Board of Women of the Vine & Spirits. Celem tej organizacji jest łączenie kobiet pragnących rozwijać się zawodowo w branżach winiarskiej i alkoholi mocnych. Bardzo optymistycznie mówiła o szerokich planach rozwoju organizacji, w której sama aktywnie działa.

Beczki pełne historii

Niecałe siedem kilometrów od Allegrini wjechaliśmy wąską dróżką prawie na szczyt góry pod adres, który jedynie GPS wskazywał jako nasz cel. Żadnej tabliczki, żadnego nazwiska, brniemy za głosem Hołowczyca i ostatecznie trafiamy na bajkowy widok winnic Giuseppe Quintarelliego. Od progu wita nas surowy wzrok gospodarzy, czyli Fiorenzy – najstarszej córki słynnego Giuseppe – i jej męża Giampaolo Grigolego. Spoglądają na naszą liczną grupę i mówią, że do piwniczki może wejść tylko pięć osób, na więcej nie ma miejsca. Reszta grzecznie zostaje na zewnątrz w lipcowym upale. Fiorenza także nie bierze udziału w naszej degustacji, ale nadzoruje całą wizytę, opiekując się jednocześnie dziećmi, które zostały u góry wraz z częścią naszej gromady.

Chłód piwnic powoli zaczyna nas orzeźwiać i wybudzać z letargu. Nagle zdajemy sobie sprawę z doniosłości momentu – stoimy wśród beczek bodaj najsłynniejszego amarone. Jeszcze u góry wśród winorośli prosiłam Giampaolo, by opowiedział nam historię winnicy i winiarni. Ten jednak odparł, że historia jest na dole. Teraz rozumiem, co miał na myśli. Historia rodziny jest wyrzeźbiona na dębowych beczkach, w których leżakowane są wina. Jedna z nich przykuwa moją szczególną uwagę. Bocian niesie w koszyku cztery pisklaki, które reprezentują cztery córki Giuseppe. Wkoło zaś wiją się girlandy z owoców granatu, będącego symbolem płodności. Na ostatniej beczce natomiast widać, że po całym procesie produkcji wykonywanym głównie przez mężczyzn degustatorem jest kobieta.

Pytam Giampaolo, dlaczego na wszystkich beczkach ukazujących pracę winiarza są mężczyźni, a tylko na ostatniej degustująca kobieta. Odpowiedź była zaskakująco prosta: „to jest moja żona…”.

 

Artykuł ukazał się wcześniej w magazynie Czas Wina 90

Occupation – Sommelier

I must admit that wine is my passion, being the gateway to an extraordinary world of flavors and aromas to be shared with great people from across the world.  Being a sommelier means having first and foremost, respect for nature, life and people, creating excellent sensory experiences around the most common of events, a shared meal.  In the world of the sommelier business, women continue to be a rarity.

 

Who is a  sommelier, but a specialist in the field of history, culture and sensory depictions with strong business sense. To become a professional sommelier requires many years of dedication and hard work fueled by the desire to be the best and create the best experiences for people, transforming the mundane to the exceptional.

 

A sommelier has the greatest respect for wine and the process and love that creates these great and varied products which throughout history have brought out the best in company and culinary experiences.  

 

Although the stereotype of a pompous person sticking a nose in the glass, slurping, sniffing and spitting still exists, the profession is quickly changing to one of history, stories and pairing to bring the best from what some people take for granted.  The profession is more about education and interactions, rather than elitism; and focused more on experiences that snobbery.

 

Contrary to common knowledge, the blind tasting of wines can be learned through systematic training of our sense of smell. The best way to begin is to focus on the smells permeating all culinary experiences, from seasonal fruits, vegetables, even to tobacco and soils. These common fragrances are a great way to begin your training to be a professional sommelier.

 

According to global statistics, women are buying more than 70% of wines consumed in the household, have better equipped sense of smell and pay attention to more details and nuances in the wine. Woman choosing wine think about “us” not “I”. They do not choose the wine for points and medals, but in order to fit the occasion or prepared dishes, so everyone can enjoy it.

 

Woman generally feel more comfortable to ask for advice in a specialist wine shop, seeking to know more about wine purchased to create the best culinary experience. Women and also more interested in them educational aspect of wine hence they are generally more inclined to experiment with and select wines from the new unfamiliar appellations. Red wines growing in popularity amongst women are  Malbec and Tempranillo, while among whites Sauvignion Blanc is still very popular study shows. Statistically, women often also reach for the sparkling wine more than their male counterparts.

 

Napoleon Bonaparte once said „He who does not take a risk does not drink champagne”.  So do not be afraid to risk and learn about the variety and bounty of the grape and always work to bring the best to the people you meet around the table.

In defense of sweet

W czasach, kiedy obsesyjnie dbamy o linię i walczymy z nadmiarem cukru w naszej diecie, staramy się unikać wszelkich cukrów i węglowodanów, wina wytrawne, szczególnie te z wysoką kwasowością, są dużo częściej wybierane. 

 

Uwielbiamy wytrawne Sauvignion Blanc, które często wręcz wykręca nam usta i mimo wrażenia, że pijemy wyciśnięty sok z limonki, uśmiechamy się lekko nieszczerze. „Słodki” – stało się niemalże słowem tabu. Odmawiamy sobie słodkości i staramy się o niej nie rozmawiać. A zakazany owoc przyciąga tym silniej, im bardziej próbujemy odsunąć go w „niemyślenie”.

Heidi Schröck

Heidi Schröck zdaję się brnąć pod prąd powszechnej dziś modzie. Produkuje słynne austriackie słodkie wina z apelacji Ruster Ausbruch używając winogron zainfekowanych szlachetną pleśnią botrytis cinerea. Heidi przygląda się tym trendom i robi swoje, bo to co robi ma duszę i historię, którą trzeba pielęgnować i kontynuować. 

 

Heidi Schröck przejęła produkcję wina w rodzinnej posiadłości w 1983, w sennej, malowniczo położonej wśród winnic miejscowości Rust nad Jeziorem Nezyderyjskim. Po ulicach spacerują tu nie tylko turyści, ale i bociany, które licznie zasiedlają dachy okolicznych domów. Słodkie wina produkowane są tu od pokoleń. Ojciec Heidi tworzył wina, jak mówi ona sama, w bardzo tradycyjnym stylu, ale córka postanowiła zmodyfikować wieloletnią tradycję. Zanim przejęła winiarnię, odbyła staż w Niemczech, skąd przywiozła wiele nowych pomysłów i technik. Następnym podjętym przez nią krokiem były studia w Fachhochschule Geisenheim w Wiesbaden, które ukończyła jako jedna z pierwszych kobiet enologów w historii szkoły. Uczyła się vinifikacji i winogrodnictwa od znanych z produkcji wyjątkowych rieslingów o wysokiej kwasowości Niemców. Ta kwasowość krzyczy z produkowanych przez nią butelek i to ona powoduje, że słodkie wino może wspaniale połączyć się z jedzeniem i że nie musi to być wcale deser.  

W 2004 roku Heidi Schröck została wybrana winiarzem roku przez najbardziej wpływowy w Austrii magazyn Falstaff. W tym samych czasie była też prezydentem Cercle Ruster Ausbruch – organizacji odpowiedzialnej za odrodzenie Ruster Ausbruch. 

 

Heidi należy także do grupy 11 Frauen und wine. Jedenaście austriackich enolożek w swoim projekcie daje dowód na to, że razem mogą zdziałać więcej i przemówić do szerszej publiczności, niż działając w pojedynkę. 

 

Najnowszy jej projekt to wykonane przez artystę etykiety,  które uczą, jak łączyć jej wina z potrawami.  Wspaniały, innowacyjny krok w stronę klienta podający nie tylko gotową informację, ale i podsuwający niebagatelne pomysły. Wina Heidi są nowoczesne w każdym calu, a przede wszystkim pokazują, że producentka naprawdę wie, z czym to się je. Podając słodkie wina, niejako automatycznie wyobrażamy sobie deser, a na etykiecie Beerenauslese oglądamy szynkę parmeńską, ser, pstrąga, imbir i papryczki chili. To daje do myślenia. A gdyby tak do obiadu podać słodkie wino??? Czemu nie….

Heidi to kobieta pełna wdzięku i elegancji. Z przyjemnością słucha się opowieści o jej winach i pasji.  Obserwowałam ją podczas degustacji w Weinakademie w Rust. Przez cały wieczór wokół jej stolika gromadziła się znaczna liczba osób, zachwyconych jej winami jeszcze długo po degustacji.  Spytana o to, co w swojej pracy lubi najbardziej, mówi bez wahania, że największą przyjemność sprawia jej praca z ludźmi. Natomiast jeśli chodzi o sprzedaż win, wspomina z uśmiechem bardzo udaną wymianę magnum Ruster Ausbruch z 2002 roku za bilety na koncert Boba Dylana. 

 

Wytrwałość i pasja to dwie cechy, które powodują, że wina Heidi są wyjątkowe. Słodkie, o przeszywającej wręcz kwasowości i pełne charakteru – tak jak i sama ich producentka. 

Artykuł ukazał się wcześniej w magazynie Czas Wina.

 

Quo Vadis – Douro Valley?

Arriving in Oporto was a quick and easy jump on two planes and one Uber. Of course I knew many wines from Douro, especially classic ones, but while on a plane a question was stuck in my mind. “Where is this traditional industry heading  and what is the motor behind its development? Is it tradition or innovation or perhaps both? Well my first surprise was just about to happen while I took the first step from my car at the Yeatman hotel.

Yeatman Hotel w Porto

The Yeatman Hotel

Walking into a well designed 5 star  Heritage hotel gave me not only a sense of luxury, but also a sense of connection with tradition.  All rooms in the hotel are sponsored by local wine producers, and that right there gave me a sense of unity and cooperation within the industry. Well trained and helpful staff ready to share information about Oporto and its legacy clearly had a good understanding of needs of their customers and was were well trained to give a feel of the place  and create an Oporto experience at the highest level.

After I dropped of my bags, immediately I went for a walk to get a sense of the place walking straight from the hotel to Taylors loges. I walked by the peacocks and roosters, which were sort of an odd addition to the whole ambience but definitely something that makes one, remember the place, good or bad it depends on visitor’s point of view. I was not planning to visit Taylor as it was on our agenda later on. I followed narrow and steep cobblestone street walking by what I later learned is going to be World of Wine. Large loges are being prepared for what could be in the future one of the most innovative wine places in the world. Will it be?

 

The answer will come in 25 months. The plans are impressive indeed – history of wine with focus on Portugal, cork museum, educational centre, wine cellar and tasting room. Following the path I came down to Douro river passing by tourists speaking many different languages including my mother tongue – Polish, making me think of development of the tourism industry and its importance of development of Oporto as well as wine industry alone. Nearly each of those tourists carried a bag branded with a particular port house.

My immediate question was how do they pick the place they go to. Is it by accident? As all the lodges are right by each other or did they have a specific place in mind before they came to Oporto, and if so did they learn about it from their local market or was it recommended in Oporto. I walked by Sandman’s outside bar – with loud hip music and cocktails being drunk by a younger generation and another question presented itself:  Is younger generation drinking port?

The answer was to be found at the dinner. We were received at Graham’s Vinum restaurant by Henry Shotton and Paul Symington with a glass of white port cocktail mixed with tonic and lemon. Refreshing drink that can rival gin and tonic any time and in my opinion a great way to introduce port industry to younger generation.

Paul Symington when greeting us discussed importance of family business and gave us also the pros and cons of what it means. We were served several appetizers on rather classic international side in the library room giving us a sense of tradition and history carried by several generations. In the glass however and on the plate (appetizers) we experience an opposite quite modern approach.

When walking to Vinum restaurant we passed Graham’s outstanding wine shop and here again few things that posed a question. Large volume 225 liter bottles were standing out and modern packaging was eye catching. As we have later learned at the dinner when seating at the table with Henry and Carlos Agrellos from Quinta do Noval – modern packaging is associated with the premiumisation of the port industry as the growth in that segment is larger than in the commodity sector.

Vinum Restaurant

Vinum Restaurant&Winebar

Innovative ways to serve port in the restaurants from large volume bottles make fine dining experience even more memorable said Henry. We were soon about to learn that. During a course of dinner we were served dry wines of Douro Valley. Discussing traditional Portuguese grape varieties in an interesting perspective of comparing aromatic qualities of wines to international grape varieties;  Particularly muscat vs sauvignon blanc. As one of the hurdles on international sales of Douro Valley wines or Portuguese wines all together is the difficult pronunciation and lack of international recognition of many indigenous grape varieties. Discussing them in perspective of well-known wines gives customer easier understanding of style and allows higher sales.

Porto

1977 Tappit hen

Finally there was a time for dessert service and bottles of 1977 Tappit Hen (225 l) appeared at the tables. The majestic, large volume bottles combined with the magic of vintage port left as with an amazing impression. Tasting 41 old wine that is still fruity and carries juicy acidity along with delightful tertiary aromas of caramel and toffee lingering on the plate was an outstanding experience to remember and one to carry around and share for the rest of one’s life.

Was it the amazing wine or the magic of the whole experience or both? For me it was the wine, but I can’t finish this introduction to the trip and not raise the topic that the experience was an extremely important part of the evening.

The most important part of it all and at the same time another question that comes to my mind is:  where else in the world could you find an aged wine of such tremendous quality at such a reasonable price point.? That is reason enough to visit Douro Valley at your earliest convenience!

 

PS. Let me give you one last reason why you should visit Douro Valley. 2016 has just been declared a vintage year by some of the most important producers as Graham’s and Quinta do Noval. I  had already a chance to taste the Graham’s 2016 with its amazingly silky tannins, concentration and ripeness. This might surprise but it is ready to drink and delicious today. Of course it would be a shame to open it now, but this  ready to drink and age style shows that this is yet another change in Douro Valley.

Zielone wina

Wiosna to czas, kiedy decydujemy się porzucić ciężkie czerwone wina na rzecz białych i różowych, a nawet… zielonych.

Najsłynniejsze zielone wino to, z całą pewnością, Vinho Verde. Pochodzące z portugalskiego Minho, wino często  jest kupażem (czyli połączeniem) autochtonicznych (takich, które pochodzą z danego miejsca) szczepów, jak: Loureiro, Arinto czy Alvarinho. Określenie „zielone” nie dotyczy, jakby się mogło wydawać barwy wina, ale jego wieku. Zielone znaczy młode. Vinho Verde to najczęściej lekkie wina, które wypijamy w pierwszym roku po zabutelkowaniu, orzeźwiające o delikatnych nutach cytrusowych i wysokiej kwasowości.  Warto jednak wiedzieć, że najwybitniejsze Vinho Verde produkowane jest ze szczepu Alvarinho, (tego samego, które za granicą w hiszpańskim Rias Baxias nosi nazwę Albariño), który może produkować wina bardziej złożone i skoncentrowane. Niektórzy producenci wybierają styl beczkowy, jednak znakomita większość to wina lekkie, delikatnie perliste, przeznaczone do szybkiej konsumpcji. Jednym z moich ulubionych producentów jest Quinta de Soalheiro.

Innym słynnym winem, a dokładniej, szczepem, który kojarzy nam się z zielonością jest Grüner Veltliner. Ten najsłynniejszy Austriacki szczep daje wina o aromacie białego pieprzu, trawy, świeżych ziół i często kojarzy nam się z letnią łąką. Jeszcze w latach 90-tych szczep ten był mało znany poza Austrią. Jednak wyjątkowa jakość win i ich zdolność do długiego starzenia oraz przede wszystkim działania Austria Wine Marketing Board doprowadziły do tego, że dziś chętnie sięgamy po ten kultowy już szczep, szczególnie jeżeli pochodzi z najlepszych siedlisk o południowej orientacji w Wachau, Kamptal czy Kremstal. Jednym z moich ulubionych producentów win o tym profilu jest  biodynamik Fred Loimer i Nikolaihof, jak również FX Pichler i Bründlmayer. Kilka dni temu w Hotelu pod Różą regiona Weinviertel reprezentowany prze Ulli Hager przy współpracy z Piotrem Pietrzykiem z Collegium Vini prezentował różnorodność win austriackich, a w szczególności stylów Grünera Veltlinera. Dwa charakterystyczne style: jeden świeży, młody (zielony), a drugi złożony, często z późnego zbioru z wpływem beczki. Grünera Veltlinera świetnie sprawdza się również w postaci wina lodowego i choć globalne zmiany klimatycznie nie sprzyjają produkcji win lodowych to ci, którzy wytrwale produkują ten styl, odnoszą sukcesy. Czego szczególnym przykładem jest producent Weinrieder z Weinviertel.

 

Z zielonością w winie mamy również do czynienia w aromacie.

Przykładem „zielonego” aromatu, który nazywamy pirazynami są aromaty liścia czarnej porzeczki, zielonej papryki lub gałązki pomidora. Znajdziecie je w winach, do produkcji których winogrona nie dojrzały w pełni.
Klasyczne zielone nuty możecie znaleźć w aromacie niektórych  sauvignon blanc czy też cabernet sauvignon i carmenere z umiarkowanego klimatu, zwykle w rocznikach, przy produkcji których winogrona z różnych powodów zostały zebrane wcześniej.

 

O zielonych ruchach w świecie wina mówi się dziś dość sporo. Wina organiczne, biodynamiczne i wina naturalne to temat wielu debat i dyskusji pomiędzy zwolennikami produkcji konwencjonalnej, a tymi którzy preferują grać w zielone.  Jednak nie przypadkowo, produkcja win organicznych i biodynamicznych rośnie na całym świecie, a wina naturalne mają swoje festiwale, jak Raw w Londynie.
Warto zrozumieć różnicę w sposobie uprawy i w tworzeniu tych win. O rodzajach upraw, moich spotkaniach z biodynamikami i jednym z głównych promotorów biodynamiki Monty Waldinem, będę jeszcze pisać. Zajrzyjcie więc na bloga od czasu do czasu.

Jeżeli zastanawiacie się czy dziś jest dobry dzień na degustację wina, warto wejść do aplikacji When Wine stworzonej na podstawie badań Marii Thun – uczennicy założyciela biodynamiki, filozofa Rudolfa Stainera.

Według tego kalendarza, w dniu liścia i korzenia nie powinniśmy pić wina, natomiast świetnie ono smakuje w dniu kwiatu i owocu.

Ciekawostka – czy wiecie, że pierwsze wykłady z biodynamiki odbyły się na terenie dzisiejszej Polski, w Kobierzycach na Dolnym Śląsku w 1924 roku?